• Link to Facebook
  • Czytelnia
  • Redakcja i Kontakt
eKronika
  • AKTUALNE WYDANIE
  • Archiwum
    • Wydanie 51-52
    • Wydanie 53
    • Wydanie 54
    • Wydanie 55
    • Wydanie 56
    • Wydanie 57
    • Wydanie 58
  • KONTAKT
  • REDAKCJA
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Jesteś tutaj: Home1 / ARCHIWUM2 / Wydanie 593 / Bhutan – ukryta kraina szczęśliwości

Bhutan – ukryta kraina szczęśliwości

30 grudnia 2015/Autor Agnieszka Anna Wolska

Górskie krainy mają szczególny charakter – niedostępność, separacja, mała atrakcyjność osiedleńcza pozwalają im zachowywać historyczną autentyczność, pielęgnować tradycje i opierać się globalizacji. Taki jest Bhutan. Od lat był w sferze moich marzeń, rok temu stał się rzeczywistością.

Lotnisko w Paro, zbudowane 47 lat temu, to jeden prosty betonowy pas wyrwany górzystej powierzchni Himalajów. Uważane jest za jedno z najniebezpieczniejszych na świecie i wymaga szczególnych umiejętności pilotażu. Rzekomo tylko kilku pilotów na świecie potrafi posadzić tam swoje maszyny. Wysoce prawdopodobne – gdyż lotnisko obsługuje wyłącznie narodowa linia Bhutanu – Drag Air.

Z powietrza Bhutan wygląda jak kraina szczęśliwości – dziewiczy krajobraz, zielone poletka, góry, białe domy utrzymane w jednym stylu. Nie bez powodu słynie z bardzo wysokiego wskaźnika szczęścia narodowego.

Przyjazd do Bhutany jest możliwy tylko po wcześniejszym wykupieniu całego pobytu w jednej z nielicznych agencji, co oznacza obowiązek opłacenia noclegów, transportu z kierowcą, przewodnika i solidnego podatku dla króla. Innego sposobu na odkrywanie Bhutanu nie ma. Turyzm jest w pełni kontrolowany i limitowany. Przy wyjściu z lotniska wita mnie zatem niziutki mężczyzna w sukience, podkolanówkach i mokasynach z przewieszoną białą szarfą, machający tabliczką z moim imieniem – mój przewodnik. Wymiana uprzejmości powitalnych – dygnięcia i ukłony poprzedzają spotkanie z kierowcą, równie dziwacznie odzianym, przy którym rytuał powtarza się od początku. Potem panowie rzucają się do klamki, by otworzyć mi drzwi do samochodu – ten zwyczaj był dla mnie nieco krępujący…

Od razu ruszamy do górującego nad miastem Rinpung Dzong, który tylko w części kryje muzealne obiekty, pozostając w głównej mierze miejscem życia, nauki i modlitwy mnichów. Wkraczałam w ten niezwykły świat w strugach deszczu. Najwyraźniej burza podziwiana z samolotu dopadła mnie na ziemi. Dzong zdawał się nucić deszczową piosenkę, w rytm której przebiegali dookoła odziani w czerwone szaty, drobni, gładko wygoleni mnisi. Do sali ich modlitwy, skąd rozchodzą się magiczne dźwięki gongów, nie mam wejścia jako kobieta. Podglądam zatem końcówkę tej mistycznej ceremonii ukryta na poddaszu, widząc tylko fragmenty rytualnego tańca, ale doświadczając niezwykle przenikliwego koncertu gongów i mis.




Wizytówką Bhutanu jest pocztówkowy Tigers Nest, czyli odcięty od świata klasztor, przyczepiony do pionowej skały, do którego jedyna droga to górski pieszy szlak. Miejsce to zauroczyło mistrza Bertolluciego, który w cudowny sposób uzyskał pozwolenie na nakręcenie tam kilku scen do „Małego Buddy” i podobno jest jedynym człowiekiem, który przekroczył bramy klasztoru z aparatem, kamerą i sprzętem operatorskim. Ja wczesnym rankiem wraz z opadającą mgłą przeszłam próg Tygrysiego Gniazda, rejestrując jego wnętrza tylko w pamięci i doświadczając cudownego momentu spełnienia marzeń. Kilka małych pomieszczeń wydrążonych w skale i drewniane elementy dachu, jeden taras i łącząca wszystko kamienna ścieżka – oto skarb Bhutanu, otoczony sznurami kolorowych trzepoczących chorągiewek z mantrami. Jego niezwykłość, jak i całego królestwa, leży nie w wielkości i rozmachu, ale w duchowości, prostocie, niedostępności i autentyczności. To prawdziwa samotnia…

Nawet najwygodniejszy samochód z napędem na cztery koła nie czyni podróżowania po Bhutanie komfortowym. Nieskończenie kręte drogi zdają się nie znać choćby kilkuset metrów prostej. Niebiański Trakt Stu Tysięcy Zakrętów to 600 km górskich serpentyn – czyli droga łącząca wschodni i zachodni kraniec Bhutanu. By ją przejechać potrzeba minimum trzech dni. Zachodni kraniec traktu jest w dobrym stanie, utwardzony, ale jazda na wschód od Thimphu to prawdziwa męka. Odcinek 60 km oznacza kilka godzin podróży niczym w wirującym bębnie pralki. Powodem, dla którego nawet wygodniccy Amerykanie decydują się na taki przejazd, jest dawna stolica Phunakha i jej słynny i największy klasztor-pałac Pungtang Dzong. Ta majestatyczna budowla, otoczona rwącą wodą, z drewnianymi mostami, wielkimi dziedzińcami, skrywająca tybetańskie relikwie, zdobiona tradycyjnie drewnianą koronką i malowidłami, pozostaje pełna życia – mieści królewskie urzędy, miejsca modlitewne, a także pomieszczenia dla mnichów.

Bhutańczycy są niezwykle uduchowieni, czego przejawem są m.in. tysiące wzgórz, na których powiewają kolorowe lub białe skrawki materiału, zapisane gęsto modlitwą i dobrą intencją w wierze, że wiatr rozniesie je po świecie. Przełęcz na drodze wiodącej pod granicę z Tybetem zdaje się być szczególnie wskazanym na ten rytuał miejscem, gdyż zastawiona jest prawdziwym lasem drewnianych, powbijanych w ziemię dzid, do których przyczepiane są istne kurtyny modlitewnych mantr. Wiatr szarpie nimi i trzepocze niczym gigantycznym żaglem. To bajeczny labirynt z widokiem na rozciągnięte na horyzoncie himalajskie ośnieżone szczyty pod osłoną intensywnie błękitnego nieba. W zachodniej części kraju widoczne są silne wpływy tybetańskie. Widać to nawet w twarzach lokalnej ludności, ale i w kuchni: w niesamowitych smakach potraw, w malutkich pierożkach o rozmaitych nadzieniach, w smażonych makaronach, czy rosołowych warzywnych zupach. Mikroskopijne wioseczki pozostają na prawdziwym uboczu świata, daleko od cywilizacji, żyjąc rytmem wschodów i zachodów słońca, blisko przyrody i hodowanych zwierząt.

W Bhutanie telewizja wciąż jest nowością – pozostawała nieznana do 1995 r., ruch samochodowy jest znikomy, nie istnieją markety, galerie handlowe, kawiarnie z kawą, nie widziałam też żadnych sieciowych hoteli. Oczywiście zagraniczni turyści śpią i jadają tylko w hotelach i restauracjach specjalnie dla nich przeznaczonych. Rezygnacja z obiadu dla turystów nie była łatwa, ale udało mi się zjeść posiłek w przydrożnej budce – ku wielkiemu zdziwieniu przewodnika i kierowcy, pełnych obaw o moje zdrowie i samopoczucie. Porzucając wygodny samochód można też znaleźć ubogie pijalnie piwa i innych lokalnych trunków, tradycyjne targi warzywne i proste bary z kuchnią bardziej hinduską lub bardziej tybetańską – w zależności od regionu.
Wielkim, finalnym przeżyciem w tej podróży był udział w największym bhutańskim święcie i festiwalu odbywającym się raz do roku w murach królewskiego Tashichho Dzong w stolicy – Thimphu. Na obchody zjeżdżają się tysiące wystrojonych w ludowe i odświętne szaty Bhutańczyków, by podziwiać ceremonie tradycyjnych tańców i inscenizacji, odgrywanych przy dźwiękach muzyki gongów, mis i innych nieznanych nam instrumentów. W lożach zasiadała rodzina królewska w obstawie mnichów, ale gigantyczne patio przede wszystkim wypełnili nieskrępowani turystami i ich aparatami Bhutańczycy.

O autorze artykułu

Agnieszka Anna Wolska
Ostatnie posty

Archiwum autora

  • AKTUALNE WYDANIE28 lutego 2019Chiny bez planu cz. 2.
  • Lifestyle30 czerwca 2018Chiny bez planu
  • Lifestyle7 stycznia 2018Joga – wierna przyjaciółka
  • Lifestyle7 stycznia 2018W hidżabie i z zaskoczeniem
Doceń i poleć nas
  • Udostępnij Facebook
  • Wyślij e-mail
https://ekronika.com/storage/2015/12/SMALL_IMG_0025.jpg 533 800 Agnieszka Anna Wolska https://ekronika.com/storage/2019/06/kronika-logo.jpg Agnieszka Anna Wolska2015-12-30 13:26:402019-11-01 20:46:46Bhutan – ukryta kraina szczęśliwości

AKTUALNY NUMER

okladka_78_NET

Twój adwokat / Ваш адвокат


twoj adwokat

Dokumenty niezbędne do prowadzenie czynności w sprawach obywateli Ukrainy – zbiór dokumentów do pobrania. WEJDŹ

DOŁĄCZ DO NAS

Odwiedź nasz profil
Dołącz do naszych czytelników

PROPONOWANE STRONY

Odwiedź również inne ciekawe strony. Kilka rekomendowanych przez nas znajdziesz poniżej.
Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi
Naczelna Rada Adwokacka
Adwokackie Centrum Mediacji przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Łodzi
Magazyn ADWOKAT …zajrzyj do adwokata!

Najnowsze artykuły

  • Do samorządu idzie się pracować16 maja 2025 - 00:14
  • Adwokatura ma głos16 maja 2025 - 00:13
  • Do Rady mam blisko16 maja 2025 - 00:12
  • Sądownictwo dyscyplinarne ostoją niezależności adwokatury16 maja 2025 - 00:11

REDAKCJA „KRONIKI”

90-531 Łódź, ul. Wólczańska 199

Kolegium Redakcyjne

42 633 33 73
katarzyna.piotrowska@adwokatura.pl

Wyślij wiadomość
© Copyright - Kronika - Pismo Izby Adwokackiej w Łodzi | polityka prywatności - Enfold WordPress Theme by Kriesi
  • Link to Facebook
Link to: INTEGRACJE – WIOSNA RIDERS i BIKE 2015 Link to: INTEGRACJE – WIOSNA RIDERS i BIKE 2015 INTEGRACJE – WIOSNA RIDERS i BIKE 2015 Link to: Boskie Buenos Link to: Boskie Buenos Boskie Buenos
Scroll to top Scroll to top Scroll to top
Strona wykorzystuje pliki cookies w celach statystycznych i analitycznych. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania i dostępu do cookies.